Święta, święta i po świętach. Hotel pustoszeje i wraca do posezonowego trybu. Dziś systematycznie ubywa samochodów z rejestracjami z Izmiru, Stambułu, Bursy i innych odległych miejscowości. Rano parking był wciąż pełny, po południu zostało tylko kilka samochodów, ale wiele z nich ma już zagraniczne rejestracje.
Nie dziwiłem się obecności mieszkańców Izmiru - w końcu to niewiele ponad godzinę drogi, jednak byłem zaskoczony tym, że tak wielu ludziom chce się tu przyjechać na trzy dni, pokonując 650 km w każdą stronę. Pewnie nie wszyscy Stambulczycy, których stać na wyjazd z 12 milionowej metropolii zmieściliby się na Wyspach Książęcych, a być może tutaj, nad Morzem Egejskim jest odrobinę pewniejsza pogoda i mniejszy tłok. A chce im się jeździć jeszcze dalej, na południowe wybrzeże i czasem ten nagły zryw całej Turcji nad morze powoduje przepełnienie w niektórych bardziej przedsiębiorczych hotelach stosujących overbooking. Może też powinienem wziąć pod uwagę, że 500 km w Turcji, to nie to samo co 500 km w Polsce, ze względu na lepszą sieć tureckich dróg. Z tego co miałem okazję zobaczyć większość odcinków przypomina naszą katowicką ekspresówkę, a wokół Stambułu i pewnie wielu innych miejsc których jeszcze nie widziałem, nie brakuje autostrad. Więc jeżdżą. A dziś wracają, dodatkowo zmotywowani, by wrócić na tyle wcześnie aby zdążyć zagłosować.
12 Września 2010 w Turcji odbywa się referendum konstytucyjne. Wspomniałem o nim krótko w pierwszej notce przy okazji opisywania protestu partii CHP, który widzieliśmy przy wyjeździe z lotniska w Izmirze. Pojawiło się wtedy w mojej głowie pytanie: dlaczego oni protestowali?
Chciałem wykorzystać tą okazję aby krótko podsumować bieżącą sytuację polityczną w Turcji. To skomplikowany temat, a nie jestem tu ekspertem, więc pisanie tej notki okazuje się zajmować mi więcej czasu niż przypuszczałem. Dlatego, podsumowanie sytuacji politycznej pojawi się już po referendum, gdy znane będą jego wyniki. Na razie powiem tylko, że wybór, jak zagłosować, nie jest oczywisty. Można zagłosować tylko „tak” lub „nie” na cały pakiet zmian w konstytucji. Tymczasem pakiet jest kontrowersyjny i dla wielu Turków część zmian może się wydawać korzystna, a część niebezpieczna, więc wybór nie odbywa się pomiędzy jasną deklaracją kierunku w którym ma podążyć konstytucja Turcji, ale raczej, czy zagłosować za zmianami przymykając oko na część niekorzystnych zapisów, czy zagłosować na „nie” i przeczekać z aktualną, również niedoskonałą konstytucją na lepszą propozycję w przyszłości.
Smak Turcji
niedziela, 12 września 2010
czwartek, 9 września 2010
şeker bayramı
Dziś w Turcji jest pierwszy dzień Şeker Bayramı (Święta słodyczy), znanego również jako Ramazan Bayramı (Święto Ramadanu) odpowiednika święta Eid ul-Fitr w całym muzułmańskim świecie. Trwa ono trzy dni od zachodu słońca w dniu kończącym Ramadan (muzułmański miesiąc postu).
To pierwszy raz kiedy jestem tutaj pod koniec Ramadanu, a jednocześnie w hermetycznie odizolowanym od świata hotelu właściwie nie jestem w stanie zauważyć niczego nadzwyczajnego (mieszkamy kilka kilometrów od Kuşadası, wokół tylko hotele i domki letniskowe). Jedyne szczegóły które tu przeniknęły, to ludzie z obsługi, a także tureccy goście życzący pani robiącej gözleme „iyi bayramlar” - dobrych świąt, oraz częściej używane telefony komórkowe i słowo „bayram” w ustach ich użytkowników.*
Tymczasem dla mieszkańców tego kraju dzień ten jest porównywalny z naszą gwiazdką. Już dzień wcześniej wiele biur zostaje zamkniętych po obiedzie, aby ludzie mogli się przygotować. Pierwszego świątecznego dnia wszyscy budzą się wcześnie rano, zakładają na siebie nowe, odświętne ubrania, mężczyźni ruszają na poranną specjalną świąteczną modlitwę, a potem już wszyscy razem ruszają w odwiedziny. Spotykają się ze sobą członkowie rodzin, znajomi, sąsiedzi, wpadając do siebie na krótkie wizyty, w trakcie których nie może zabraknąć słodyczy. Zorganizowane odwiedziny nie ominą również cmentarzy. Tym, do których jest za daleko, wysyła się kartki, lub składa życzenia przez telefon. Dzieci okazują szacunek dorosłym całując ich w rękę i przykładając ją do czoła, a następnie wyciągają swoją, po słodycze lub coraz częściej kieszonkowe**, które w tym dniu spływa na nie wyjątkowo obficie. Dzieci odwiedzają też okoliczne domy, w zamian za życzenia otrzymując słodycze. Jest to czas pojednywania się, pomagania biednym oraz świętowania w przystrojonych na tą okazję domach.
W trakcie pierwszego dnia większość instytucji i sklepów może być zamkniętych, natomiast w trakcie pozostałych dni niektóre miejsca, takie jak muzea często są otwarte w promocyjnych cenach, bądź za darmo. Można się w nich spodziewać większej liczby odwiedzających. W niektórych miastach również transport publiczny może być zwolniony z opłat, dodatkowo obowiązują specjale rozkłady. Np. w Stambule w tym roku transport przez trzy dni świąteczne jest za darmo, autostrady i mosty są zwolnione z opłat oraz zwiększono ilość wagonów w pociągach i częstotliwość kursowania promów(1). Ze względu na zwiększoną liczbę pasażerów, mogą pojawić się problemy z transportem: w kierunku z miast na początku święta, oraz do miast po koniec - ludzie wracają od rodziny oraz z krótkich wakacji.
Ponieważ jest to święto religijno-państwowe, jego data ustalana jest według kalendarza księżycowego, a więc wypada w różne dni używanego przez nas kalendarza gregoriańskiego. Dodatkowo data ta może się różnić o jeden dzień w zależności od rejonu świata. W Turcji pierwszy dzień tego święta w najbliższych latach wypada: 9 Września 2010, 30 Sierpnia 2011, 19 Sierpnia 2012, 8 Sierpnia 2013, 28 Lipca 2014, 17 Lipca 2015(2).
* Notkę pisałem w ciągu dnia. Wieczorem oraz dzień później jednak da się zauważyć różnicę. Parking pełen samochodów na tureckich rejestracjach, odświętnie przystrojona restauracja, pękająca w szwach podczas kolacji - wielu gości naszego hotelu przyjechało tutaj na kilka wolnych dni z okazji tego święta aby odpocząć od swoich codziennych spraw.
** Starsi ludzie słodko wspominają tradycję dawania słodyczy, niestety dziś ich wnuki często wolą pieniądze. “Zbieranie słodyczy nie jest dla mnie zabawne. To zadanie dla frajerów.” - oto głos 12 letniego Turka w tej sprawie. “Wolę siedzieć w domu i dostać pieniądze za pocałowanie dłoni mojego ojca.” Jednak dla wielu ludzi słodycze są nadal bardzo ważnym elementem tego święta. Powiedzenie „Jedzmy słodycze i mówmy słodkie rzeczy” określa sposób w jaki nadają one smak temu świętu - jednemu z niewielu okresów w roku, kiedy udaje znaleźć się czas dla bliskich(3).
To pierwszy raz kiedy jestem tutaj pod koniec Ramadanu, a jednocześnie w hermetycznie odizolowanym od świata hotelu właściwie nie jestem w stanie zauważyć niczego nadzwyczajnego (mieszkamy kilka kilometrów od Kuşadası, wokół tylko hotele i domki letniskowe). Jedyne szczegóły które tu przeniknęły, to ludzie z obsługi, a także tureccy goście życzący pani robiącej gözleme „iyi bayramlar” - dobrych świąt, oraz częściej używane telefony komórkowe i słowo „bayram” w ustach ich użytkowników.*
Tymczasem dla mieszkańców tego kraju dzień ten jest porównywalny z naszą gwiazdką. Już dzień wcześniej wiele biur zostaje zamkniętych po obiedzie, aby ludzie mogli się przygotować. Pierwszego świątecznego dnia wszyscy budzą się wcześnie rano, zakładają na siebie nowe, odświętne ubrania, mężczyźni ruszają na poranną specjalną świąteczną modlitwę, a potem już wszyscy razem ruszają w odwiedziny. Spotykają się ze sobą członkowie rodzin, znajomi, sąsiedzi, wpadając do siebie na krótkie wizyty, w trakcie których nie może zabraknąć słodyczy. Zorganizowane odwiedziny nie ominą również cmentarzy. Tym, do których jest za daleko, wysyła się kartki, lub składa życzenia przez telefon. Dzieci okazują szacunek dorosłym całując ich w rękę i przykładając ją do czoła, a następnie wyciągają swoją, po słodycze lub coraz częściej kieszonkowe**, które w tym dniu spływa na nie wyjątkowo obficie. Dzieci odwiedzają też okoliczne domy, w zamian za życzenia otrzymując słodycze. Jest to czas pojednywania się, pomagania biednym oraz świętowania w przystrojonych na tą okazję domach.
W trakcie pierwszego dnia większość instytucji i sklepów może być zamkniętych, natomiast w trakcie pozostałych dni niektóre miejsca, takie jak muzea często są otwarte w promocyjnych cenach, bądź za darmo. Można się w nich spodziewać większej liczby odwiedzających. W niektórych miastach również transport publiczny może być zwolniony z opłat, dodatkowo obowiązują specjale rozkłady. Np. w Stambule w tym roku transport przez trzy dni świąteczne jest za darmo, autostrady i mosty są zwolnione z opłat oraz zwiększono ilość wagonów w pociągach i częstotliwość kursowania promów(1). Ze względu na zwiększoną liczbę pasażerów, mogą pojawić się problemy z transportem: w kierunku z miast na początku święta, oraz do miast po koniec - ludzie wracają od rodziny oraz z krótkich wakacji.
Ponieważ jest to święto religijno-państwowe, jego data ustalana jest według kalendarza księżycowego, a więc wypada w różne dni używanego przez nas kalendarza gregoriańskiego. Dodatkowo data ta może się różnić o jeden dzień w zależności od rejonu świata. W Turcji pierwszy dzień tego święta w najbliższych latach wypada: 9 Września 2010, 30 Sierpnia 2011, 19 Sierpnia 2012, 8 Sierpnia 2013, 28 Lipca 2014, 17 Lipca 2015(2).
* Notkę pisałem w ciągu dnia. Wieczorem oraz dzień później jednak da się zauważyć różnicę. Parking pełen samochodów na tureckich rejestracjach, odświętnie przystrojona restauracja, pękająca w szwach podczas kolacji - wielu gości naszego hotelu przyjechało tutaj na kilka wolnych dni z okazji tego święta aby odpocząć od swoich codziennych spraw.
** Starsi ludzie słodko wspominają tradycję dawania słodyczy, niestety dziś ich wnuki często wolą pieniądze. “Zbieranie słodyczy nie jest dla mnie zabawne. To zadanie dla frajerów.” - oto głos 12 letniego Turka w tej sprawie. “Wolę siedzieć w domu i dostać pieniądze za pocałowanie dłoni mojego ojca.” Jednak dla wielu ludzi słodycze są nadal bardzo ważnym elementem tego święta. Powiedzenie „Jedzmy słodycze i mówmy słodkie rzeczy” określa sposób w jaki nadają one smak temu świętu - jednemu z niewielu okresów w roku, kiedy udaje znaleźć się czas dla bliskich(3).
źródła i odnośniki:
poniedziałek, 6 września 2010
wstęp
Po przylocie do Turcji dla turysty pochodzącego z większości krajów na świecie następuje standardowy ciąg zdarzeń: wysiadamy, ustawiamy się w kolejce po wizę, która w postaci znaczka - naklejki ląduje w paszporcie, kontrola paszportowa, stempel potwierdzający wjazd i... już. Ten wizowy wklejankowo - stemplowany folklor ma bardzo ważną zaletę: można łatwo policzyć który raz tu gościmy. Moja Kızım dokonała tego odkrycia w trakcie oczekiwania na bagaż i wyszło nam, że jesteśmy tu po raz siódmy. A już zaplanowaliśmy ósmy. Turcja jest dla nas krajem szczególnym. Nieustannie nas przyciąga, za każdym razem pozwalając odkryć jakiś nowy smak, szczegół, miejsce. Z drugiej strony nie jest idealna i czasem musimy wybaczać jej pewne niedoskonałości i to, że zawiodła nasze oczekiwania. Jednak wracamy tu ciągle i nic nie wskazuje na to, że szybko przestaniemy.
Wyjeżdżając z lotniska w Izmirze minęliśmy sznur samochodów udekorowany czerwonymi flagami z białym księżycem i gwiazdą. Z okien wystawały proporce tego samego koloru, na tylnych szybach transparenty oraz plakaty partii CHP. Pilot naszej wycieczki, odczytując pytające spojrzenia, wyjaśniła, że w najbliższą niedzielę odbywają się wybory, a to jest jeden z protestów, które w tym tygodniu powinny być dla nas częstym widokiem. Nie był to pierwszy raz, kiedy widzieliśmy takie transparenty. Rok temu mijał nas podobny konwój na lokalnej drodze ekspresowej, skutecznie uniemożliwiając nam przejście na drugą stronę przez kilka minut. W tym roku natomiast mieliśmy okazję uczestniczyć w pochodach pierwszomajowych na placu Taksim w Stambule. Nie byliśmy w samym centrum wydarzeń, tylko na jednym z miejsc wymarszu, przeznaczonym dla zwolenników TKP, przy pałacu Dolmabahçe. Byliśmy jednak wystarczająco blisko by poczuć z jednej strony napięcie towarzyszące tym politycznym manifestacjom, a z drugiej swojską piknikową atmosferę. W przypadku obchodów na placu Taksim było to wydarzenie wyjątkowe, ponieważ władze pozwoliły na pochód w tym roku po raz pierwszy od ponad trzydziestu lat, kiedy to manifestacje tego typu zostały zakazane wkrótce po masakrze, w której zginęło około trzydziestu osób. Do dziś nie zostało wyjaśnione kto naprawdę strzelał. Istnieje tutaj nawet teoria „inside job”, „derin devlet”, „państwo w państwie”, która sugeruje, że mogły być to służby specjalne. Jak to zwykle w tego typu wydarzeniach i poszlakach - o obiektywną opinię trudno, więc co się stało naprawdę, musi pozostać tajemnicą. Nie dziwi jednak ostrożność władz, które w tym roku postawiły wokół placu Taksim armię policji, zdemontowały szyby w przystankach i zamknęły metro. Turcja jest krajem przyjaznym dla przyjezdnych, bez dwóch zdań, ale też w głębi pełnym wewnętrznych napięć.
Jechaliśmy tak autokarem z Izmiru do Kuşadası, patrząc przez szybę na przesuwające się złote pola, skaliste góry, błękitne zatoki, historyczne ruiny oraz plastikowe hotele. Znajdując się w dziwnym stanie świadomości spowodowanym prawie zupełnym brakiem snu poprzedniego dnia (pakowanie) i zmęczeniem podróżą, zdałem sobie sprawę jak trudno jest ogarnąć Turcję: państwo wielonarodowościowe, ale mocno nacjonalistyczne, spadkobiercę potężnego kosmopolitycznego imperium, mocno świeckie, ale współrządzone przez partię odwołującą się do islamu, demokratyczne, ale silnie wojskowe, czasami niepoprawne politycznie i dążące (lub nie) w kierunku Zjednoczonej Europy. Zdałem sobie sprawę jak wiele znam haseł, wyrwanych z pełnego kontekstu fragmentów, kawałków historii, kultury, informacji o współczesnych problemach tego państwa, ale też jak słabo usystematyzowana jest ta wiedza, pozbawiona tła, nie pozwalająca wyrażać własnych opinii które mógłbym racjonalnie poprzeć.
Jednocześnie na innym poziomie pojmowania, bez tych wszystkich informacji czuję sentyment do tego miejsca, ze względu na kolorowe różnice kulturowe, życzliwość napotykanych ludzi, niezapomniany widok promów pływających po Bosforze, wolno żyjące wspólne koty i psy, trudny i wciągający język, niezliczone skarby starożytnej historii pozwalające przenosić się w czasie, sztukę rozwijającą się pod wpływem wielu religii i kultur, tworzącą bogactwo wzorów i kształtów, słodką herbatę sprzedawaną na każdym kroku w małych filiżankach, sztukę kulinarną, która jest ciągle u nas niedoceniana ze względu na nie tyle mylne, co jednoznaczne skojarzenie z krojonym mięsem z rusztu w bułce. Ten sentyment sprawia, że tęsknię, chcę wracać oraz stanowi źródło energii potrzebnej do zgłębiania tych wszystkich szczegółów o których zacząłem pisać wcześniej.
Przypomniała mi się też przewodnia myśl książki Maksa Cegielskiego „Oko Świata”, która przedstawiła Stambuł z jego historią i współczesnymi problemami, ludźmi go zamieszkującymi i ich spojrzeniem na życie w tym miejscu jako soczewkę ogniskującą problemy całej Turcji, a nawet całego świata. Wydaje mi się, że to bardzo trafne spostrzeżenie. Poznając Turcję, poznajemy historię wielonarodowościowego imperium zmieniającego się w monolityczne silne państwo, uderzające w różnorodność zamieszkujących go narodów i doznające z tego powodu wewnętrznych napięć. Porównajmy, często krytykowaną przez Unię, Turcję z dzisiejszą Europą, która w obliczu kryzysu ekonomicznego, zaczyna powoli, kraj po kraju izolować się, nacjonalizować, a nawet wyrzucać niechciane społeczności. „Nie” dla minaretów, przenieśmy fabrykę do naszego kraju, dla naszych robotników, wyrzućmy Romów, zróbmy coś z drążącymi nasze systemy socjalne Turkami. Te hasła pojawiają się dziś w ustach zarówno szybko krytykowanych, niepoprawnych politycznie polityków SPD jak i barwnych czołowych polityków takich jak prezydent Sarkozy. Co niepokojące, hasła te znajdują poparcie w społeczeństwie i wypowiadający je politycy pewnie dobrze o tym wiedzą. I są to dużo ważniejsze rzeczy niż garstka fanatyków wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu, choć i oni mogą się okazać nieświadomym swej roli, elementem tej samej gry, w małej skali, w naszym kraju.
Wracając do Turcji. W tym autokarze, i w tym dziwnym stanie świadomości zrodził się pomysł na coś w rodzaju bloga. Mam nadzieję, że będzie to zbiór ciekawych informacji o tym kraju, coś co może uzupełniać informacje znalezione w przewodniku. Dla mnie będzie to ćwiczenie wymagające przeszukania różnych źródeł i pozwalające uzupełnić braki w moim pojmowaniu tego niezwykłego miejsca.
Wyjeżdżając z lotniska w Izmirze minęliśmy sznur samochodów udekorowany czerwonymi flagami z białym księżycem i gwiazdą. Z okien wystawały proporce tego samego koloru, na tylnych szybach transparenty oraz plakaty partii CHP. Pilot naszej wycieczki, odczytując pytające spojrzenia, wyjaśniła, że w najbliższą niedzielę odbywają się wybory, a to jest jeden z protestów, które w tym tygodniu powinny być dla nas częstym widokiem. Nie był to pierwszy raz, kiedy widzieliśmy takie transparenty. Rok temu mijał nas podobny konwój na lokalnej drodze ekspresowej, skutecznie uniemożliwiając nam przejście na drugą stronę przez kilka minut. W tym roku natomiast mieliśmy okazję uczestniczyć w pochodach pierwszomajowych na placu Taksim w Stambule. Nie byliśmy w samym centrum wydarzeń, tylko na jednym z miejsc wymarszu, przeznaczonym dla zwolenników TKP, przy pałacu Dolmabahçe. Byliśmy jednak wystarczająco blisko by poczuć z jednej strony napięcie towarzyszące tym politycznym manifestacjom, a z drugiej swojską piknikową atmosferę. W przypadku obchodów na placu Taksim było to wydarzenie wyjątkowe, ponieważ władze pozwoliły na pochód w tym roku po raz pierwszy od ponad trzydziestu lat, kiedy to manifestacje tego typu zostały zakazane wkrótce po masakrze, w której zginęło około trzydziestu osób. Do dziś nie zostało wyjaśnione kto naprawdę strzelał. Istnieje tutaj nawet teoria „inside job”, „derin devlet”, „państwo w państwie”, która sugeruje, że mogły być to służby specjalne. Jak to zwykle w tego typu wydarzeniach i poszlakach - o obiektywną opinię trudno, więc co się stało naprawdę, musi pozostać tajemnicą. Nie dziwi jednak ostrożność władz, które w tym roku postawiły wokół placu Taksim armię policji, zdemontowały szyby w przystankach i zamknęły metro. Turcja jest krajem przyjaznym dla przyjezdnych, bez dwóch zdań, ale też w głębi pełnym wewnętrznych napięć.
Jechaliśmy tak autokarem z Izmiru do Kuşadası, patrząc przez szybę na przesuwające się złote pola, skaliste góry, błękitne zatoki, historyczne ruiny oraz plastikowe hotele. Znajdując się w dziwnym stanie świadomości spowodowanym prawie zupełnym brakiem snu poprzedniego dnia (pakowanie) i zmęczeniem podróżą, zdałem sobie sprawę jak trudno jest ogarnąć Turcję: państwo wielonarodowościowe, ale mocno nacjonalistyczne, spadkobiercę potężnego kosmopolitycznego imperium, mocno świeckie, ale współrządzone przez partię odwołującą się do islamu, demokratyczne, ale silnie wojskowe, czasami niepoprawne politycznie i dążące (lub nie) w kierunku Zjednoczonej Europy. Zdałem sobie sprawę jak wiele znam haseł, wyrwanych z pełnego kontekstu fragmentów, kawałków historii, kultury, informacji o współczesnych problemach tego państwa, ale też jak słabo usystematyzowana jest ta wiedza, pozbawiona tła, nie pozwalająca wyrażać własnych opinii które mógłbym racjonalnie poprzeć.
Jednocześnie na innym poziomie pojmowania, bez tych wszystkich informacji czuję sentyment do tego miejsca, ze względu na kolorowe różnice kulturowe, życzliwość napotykanych ludzi, niezapomniany widok promów pływających po Bosforze, wolno żyjące wspólne koty i psy, trudny i wciągający język, niezliczone skarby starożytnej historii pozwalające przenosić się w czasie, sztukę rozwijającą się pod wpływem wielu religii i kultur, tworzącą bogactwo wzorów i kształtów, słodką herbatę sprzedawaną na każdym kroku w małych filiżankach, sztukę kulinarną, która jest ciągle u nas niedoceniana ze względu na nie tyle mylne, co jednoznaczne skojarzenie z krojonym mięsem z rusztu w bułce. Ten sentyment sprawia, że tęsknię, chcę wracać oraz stanowi źródło energii potrzebnej do zgłębiania tych wszystkich szczegółów o których zacząłem pisać wcześniej.
Przypomniała mi się też przewodnia myśl książki Maksa Cegielskiego „Oko Świata”, która przedstawiła Stambuł z jego historią i współczesnymi problemami, ludźmi go zamieszkującymi i ich spojrzeniem na życie w tym miejscu jako soczewkę ogniskującą problemy całej Turcji, a nawet całego świata. Wydaje mi się, że to bardzo trafne spostrzeżenie. Poznając Turcję, poznajemy historię wielonarodowościowego imperium zmieniającego się w monolityczne silne państwo, uderzające w różnorodność zamieszkujących go narodów i doznające z tego powodu wewnętrznych napięć. Porównajmy, często krytykowaną przez Unię, Turcję z dzisiejszą Europą, która w obliczu kryzysu ekonomicznego, zaczyna powoli, kraj po kraju izolować się, nacjonalizować, a nawet wyrzucać niechciane społeczności. „Nie” dla minaretów, przenieśmy fabrykę do naszego kraju, dla naszych robotników, wyrzućmy Romów, zróbmy coś z drążącymi nasze systemy socjalne Turkami. Te hasła pojawiają się dziś w ustach zarówno szybko krytykowanych, niepoprawnych politycznie polityków SPD jak i barwnych czołowych polityków takich jak prezydent Sarkozy. Co niepokojące, hasła te znajdują poparcie w społeczeństwie i wypowiadający je politycy pewnie dobrze o tym wiedzą. I są to dużo ważniejsze rzeczy niż garstka fanatyków wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu, choć i oni mogą się okazać nieświadomym swej roli, elementem tej samej gry, w małej skali, w naszym kraju.
Wracając do Turcji. W tym autokarze, i w tym dziwnym stanie świadomości zrodził się pomysł na coś w rodzaju bloga. Mam nadzieję, że będzie to zbiór ciekawych informacji o tym kraju, coś co może uzupełniać informacje znalezione w przewodniku. Dla mnie będzie to ćwiczenie wymagające przeszukania różnych źródeł i pozwalające uzupełnić braki w moim pojmowaniu tego niezwykłego miejsca.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








